Astronomia i Kosmologia
Kieruj się do
· Portal a la Fotka - sprawdź
· Recenzje użytkowników w dziale aparaty cyfrowe też warto odwiedzić
· Aparaty cyfrowe Sony - opinie
· Recenzje aparatów cyfrowych HP - napisane przez internautów
· Tutaj opinie o cyfrowkach Panasonic - też warto sprawdzić
· A tutaj dział Samsung - bardzo prężna marka
Aktualnie online
· Gości online: 3

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 2
· Najnowszy użytkownik: patikati
[Przejdź do następnej nieprzeczytanej wiadomości] | [zobacz pełny tekst źródłowy wiadomości] | Fixed font - Proportional font

Temat: Wielki wybuch w ziarnistej przestrzeni UP72156
Autor: korneliusz
Data: 10 lipiec 2009


UP72156

Aneks do " M ó j p r y w a t n y k o s m o s"


Wielki Wybuch w Ziarnistej Przestrzeni

Koncepcja skonstruowania alternatywnego kosmosu, opartego o
sztucznie wymyślone założenia i prawa, przyjęte jako pewniki, czy
aksjomaty, zawiera w sobie bogaty materiał myślowy, który został po
części wyłożony w konspekcie "Mój prywaty kosmos". Przyjecie za
podstawę rozumowania pustej przestrzeni, ale wypełnionej bez reszty
elementami o charakterze nieciągłym, bezstrukturalnymi "ziarnami",
które zostały nazwane "kinetrony", okazało się płodne i przy udziale
swoistych "praw" można było skonstruować sztuczny kosmos, który mógłby
funkcjonować, gdyby elementy tego kosmosu okazały się wewnętrznie
niesprzeczne, jeśli nie jako rzeczywisty podmiot, to jako konstrukcja
czysto ideowe, matematyczna.

Wytrawny znawca mikrofizyki i kosmologii znajdzie zapewne w
materiale przedłożonym w pracy wiele błędów logicznych, czy
niespójności, lecz jeżeli zgodziłby się na takie sztuczne aksjomaty i
uznał je za możliwe do przyjęcia, choćby jako twory quasi-
matematyczne, to zapewne udoskonaliłby tę sztuczną konstrukcję. Po
napisaniu całej tej rozprawy autor dostrzegł jej braki, a także
potrzebę jej uzupełnienia, czy rozwinięcia niektórych wątków.
Koncepcja przyjęta przez autora okazała się, po głębszym wejrzeniu,
otwarta na takie dalsze rozwinięcie i pofantazjowania, które nie
koniecznie muszą prowadzić do racjonalnych wniosków.

Nasze poprzednie rozważanie zostało zapoczątkowane w momencie
już ukonstytuowanej ziarnistej przestrzeni, będącej w stanie aktywnej
kreacji materii i energii, co uznano za początek ziarnistego kosmosu.
Stan ten określono jako umieszczony w punkcie czasoprzestrzeni
określonym przez "minus nieskończoność". Nie usiłowano określić "co
było przedtem", podobnie jak kosmolodzy nie określili jeszcze "co było
przedtem" w realnym Kosmosie. Autorowi wydaje się, że tego pytania nie
należy unikać, ponieważ odpowiedź na nie można niewątpliwie
skonstruować, choć będzie ona sztuczna. Odpowiedź na to pytanie dla
realnego Kosmosu można skonstruować, opierając się na przesłankach
zawartych we wiedzy uzyskanej z dotychczasowych osiągnięć naukowych.
Przywołajmy niektóre prawdy o realnym Kosmosie, te oczywiste i te
uzyskane w udanych eksperymentach. Dla kosmologów i miłośników
kosmologii najbardziej tajemniczą sprawą jest niesymetryczność
materii. Znane są takie niesymetryczności, odstępstwa od symetrii.
Pierwszą jest sama materia jako taka, spolaryzowana do postaci
" materii", posiadająca swoje anty-odpowiedniki, lecz w ilości
śladowej, przejawiające się tylko w jednostkowych zjawiskach
subatomowych. Pogląd, że gdzieś w Kosmosie znajdują sie skupiska
antymaterii należy przyjąć z powątpiewaniem. Nie ma obserwacyjnych
śladów i dowodów takiej ewentualności. Dyskusja z tym poglądem jest
bezprzedmiotowa. Można snuć tylko nienaukowe domysły, czy fantazje.
Uorganizowanych skupisk antymaterii nigdzie w Kosmosie nie powinno
być. Taki jest pogląd autora. Innym przejawem niesymetryczności
materii jest niezachowanie parzystości w rozpadzie beta, brak symetrii
parzystości CP. Być może w dalszych eksperymentach znajdują sie inne
jeszcze dowody niesymetryczności zjawisk subatomowych, poza rozpadem
beta, łamaniem symetrii CP i skrętnością neutrin. Symetria i
supersymetria w innych zjawiskach skłania do przyjęcia tezy, że
symetryczność jest podstawową cechą natury, odchylenia od niej nie
mogą być cechami fundamentalnymi, mogą one być przejawem raczej
głębszej symetrii, tyle że do tej pory nieujawionej. Co do
niezachowania parzystości w rozpadzie beta, można żywić nadzieję, że
znajdzie się symetryczny proces odpowiadający złamaniu symetrii w
przeciwnym kierunku, co przywróci równowagę? Lecz brak symetrii w
rozpadzie beta wraz z niesymetrycznością samej materii może świadczyć
o całkiem innym zjawisku. Brak symetrii w zasadniczym składzie materii
każe zastanawiać się nad szukaniem głębszych źródeł tej asymetrii lub
szukać innych przesłanek symetrii materii. Wszystkie symetrie poznane
dotąd są symetriami przestrzennymi. Materia wszędzie jest materią,
emisja cząstki alfa wszędzie jest emisją tej cząstki. Cząstce ujemnej
odpowiada cząstka dodatnia, choć tylko w niesymetrycznej skali ilości.
Nie bywa tak, że cząstka ujemna w pewnym przedziale czasu staje się
samorzutnie dodatnia. Jest to proces niemożliwy, jeżeli dochodzi do
przemian, to tylko z zachowaniem ładunku, masy, energii i innych
składników i cech mikroświata. Jesteśmy jednak zdania, że z zastaną
asymetrycznością budowy materii nie można i nie należy się godzić.
Brak antymaterii w równej ilości i niezachowania parzystości w
rozpadzie beta i łamanie symetrii CP i może jednostronna skrętność
neutrin nie mogą być akceptowane jako niewytłumaczone wyjątki. Należy
przyjąć opcję, że materia we wszystkich przejawach musi być
symetryczna. Należy też przyjąć tezę, że symetryczność nie musi
spełniać sie tylko w wymiarze przestrzennym. Do tej pory nie brano pod
uwagę innej symetryczności, jak tylko przestrzenne. Czy to przekonanie
do bezwzględnej symetryczności przestrzennej jest słuszne?

Niektórzy kosmolodzy postulują wahadłową oscylację materii.
Uważają nasz Kosmos realny jako przejaw chwilowej ekspansji materii po
Wielkim Wybuchu, po zakończeniu której nastąpi kontrakcja i zwinięcie
sie materii do pierwotnego punktu, po czym nastąpi kolejny wybuch. Ta
konstrukcja myślowa ma swoiste podstawy logiczne, acz nie jest poparta
żadnymi dowodami, poza formalizmem matematycznym. Konieczność
znalezienia absolutnej symetryczności materii skłania do szukania
przesłanek, które by taką symetryczność uprawdopodobniły. Tą
przesłanką może być postulat spełnienia symetryczności w wymiarze
czasowym. Teza absurdalna? Można założyć, że Wielki Wybuch nie jest
pierwotnym początkiem bytu. Wielki Wybuch to taka swoista kosmiczna
"dziurka od klucza", przez którą materialny kosmos po całkowitej
kontrakcji, przeciska się przez nią na drugą stronę czasu, gdzie
przekształca się w antymaterię, a w tym antykosmosie zostają złamane
symetrie w przeciwną stronę. W tym antykosmosie wszystkie inne
dyssymetrie materii miałyby swoje odpowiedniki anty. Przyjmując taką
koncepcję, uzyskujemy spełnienie marzeń o idealnej harmonii,
oczekiwanej przez zainteresowanych, szukających harmonii w przedmiocie
swoich badań. Nic nie stoi na przeszkodzie, by taką koncepcję przyjąć.
Nie ma na nią dowodów i zapewne nie będzie, lecz na wiele innych
koncepcji też nie ma dowodów, a mimo to są uznawane. Ta wyłożona wyżej
spełnia chociaż marzenia o pełnej symetryczności materii, tyle że w
wymiarze nieskończonym w czasie. W tym miejscu należy jednak postawić
pytanie : co jest przyczyną, czy co może być przyczyną takiego
przenicowania się kosmosu - materii w kosmos - antymaterię podczas
ewentualnego Wielkiego Kolapsu

Wyżej wyłożona sugestia może mieć miejsce, gdy przyjmujemy
nieustanne oscylacje Kosmosu, od stanu wybuchu do stanu kontrakcji. W
stanie tak ekstremalnym, jak początkowa osobliwość, materia ma do
wyboru tylko dwa stany, znajduje się w stanie metastabilnym. Wielki
Wybuch może dać początek materii lub antymaterii. Jeżeli zgodzimy się
na przypadkową oscylację takich stanów, to jednak w dłuższym
przedziale czasu uzyskujemy dokładnie równą ilość stanów
przeciwstawnych. Tak zapewne stanie się, gdy zgodzimy się na kosmos
pulsujący. Inną możliwością kosmosu pulsującego może być założenie
istnienia wpisanego w materię mechanizmu, który pozwoli przenicowywać
się materii w kolejny stan lustrzany w sposób całkowici
zdeterminowany, kolejno raz w jedną stronę, drugi raz w drugą.

Takim elementem determinizmu może być np. zwijanie się
materii ku kolapsowi po strzałce czasu do stanu "zero", w którym
przestaje ona być materią czy energią, a staje się ona idealnie
jednorodnym, bezstrukturalnym bytem. Przedłużeniem tego stanu staje
się czas ujemny, ekstremum nie może zawrócić, cofnąć się, dalszy bieg
odbywa się siłą "bezwładności" po drugiej stronie czasu", powstaje
więc lustrzany stan Wielkiego Wybuchu. W tym stanie taki kolejny
Wielki Wybuch, to wybuch z antymaterią, jako przedłużenie liniowego
procesu ewolucji w czasie "ujemnym". Przedłużenie strzałki czasu ku
przeciwnemu znakowi następuje dopiero po osiągnięciu minimum
przestrzennego po jednej lub drugiej stronie strzałki czasu. Taki
Kosmos to swoiste wahadło, w którym wybuch jest punktem początkowym
ekstremum energii. Punkt osobliwy można też uznać za swoistą
ogniskową, w której następuje pełne skupienie "fal" bytu, po czym owe
"fale" rozbiegają się dalej, poza ogniskiem, lecz obraz bytu, tak jak
obraz świetlny po przekroczeniu ogniska, ulega odwróceniu. To
odwrócenie to antymateria i złamanie pewnych symetrii w takim
antykosmosie w przeciwną stronie. Tym samym zagwarantowane jest w
takim układzie spełnienie pełnej symetrii, tyle że w wymiarze
czasowym. To rozumowanie dotyczy Kosmosu realnego

W moim prywatnym kosmosie może zaistnieć tylko jeden "wielki
wybuch", w wyniku którego materia ekspanduje na nieograniczoną
przestrzeń, a kosmos przybiera stan stacjonarny. Materia w nim nie
ekspanduje i nie rozprasza sie w przestrzeni w wyniku inflacji, czy
ucieczki galaktyk, a więc nie następuje eksport materii na przestrzeń,
lub eksport materii i przestrzeni, lecz materia powstaje in situ w
wyniku rozprzestrzeniania się ładunków kinetycznych w ziarnistej
przestrzeni. Ekspandująca z szybkością światła kineza i równolegle do
tego powstająca materia i energia zagospodarowują nieustannie obrzeża
takiego kosmosu. Taki kosmos musi poszerzać się brzeżnie w
nieskończoność. Makroskopowe składniki tego kosmosu mogą przemieszczać
się w przestrzeni, lecz nie na zasadzie ucieczki galaktyk. Przestrzeń
wewnętrzna już ukonstytuowanego kosmosu nie może sie też rozszerzać,
bo następowałoby rozgęszczanie kinetronów, zmniejszałoby się ciśnienie
kinetyczne, materia traciłaby na masie, zmniejszałaby się grawitacja,
następowałby rozpad materii do poziomu kinetronów. Taki rozpad
pozwoliłby zapewne na utrzymania gęstości przestrzeni, lecz proces ten
prowadziłby w końcu do powstania kosmosu pustego pustego, gdybyśmy
przyjęli ograniczoność ziarnistego kosmosu, co jest według
przedkładanej koncepcji niedopuszczalne. (Rozszerzanie się przestrzeni
jest niemożliwe z tego powodu, że nie pozwoli na to otaczająca taki
kosmos pusta, ale ziarnista przestrzeń, będąca w ekspansji.). ????

Rozumowanie dotyczące asymetryczności materii nie odnosi sie do
mojego prywatnego kosmosu. Skoro uznaliśmy go za kosmos stacjonarny,
który nie powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu podobnego do tego z
realnego Kosmosu, jest zatem nieograniczony w czasie i w przestrzeni,
to asymetryczności materii nie da się wytłumaczyć i obejść w podobny
sposób. W moim prywatnym kosmosie asymetryczność musi być zatem
elementem wbudowanym jako obiektywna konieczność, choć należałoby
szukać mechanizmu tłumaczącego bez reszty zjawisko tej
asymetryczności ?

W moim prywatnym kosmosie można przyjąć próbnie także postulat
Wielkiego Wybuchu, co niżej postaramy się rozważyć. Za podstawę opisu
prywatnego kosmosu w poprzedniej pracy przyjęto, dla ułatwienie
przedstawienia materiału, kosmos ziarnisty już w pełni ukształtowany,
będący w stanie kinetycznego naładowania, w którym to stanie zaczyna
się kreacja materii. Za początek tego stanu przyjęto punkt czasowy
położony w czasowej nieskończoności. Możemy teraz powrócić do tego
punktu i zapytać, tak jak pytamy się w realnym Kosmosie : "co było
przedtem", jeśli takie pytanie próbne można postawić. Próbujemy wiec
rozważyć stan określony: "co było przedtem" dla kosmosu o konstrukcji
ziarnistej.

Skoro przyjęliśmy jako stan początkowy przestrzeń ziarnistą,
będącą w stanie naładowania kinetycznego, to cofając się "w czasie"
musimy zastać przestrzeń ziarnistą w stanie statycznym. Będzie więc to
przestrzeń ziarnista, w której kinetrony nie podlegają oscylacjom ani
rotacjom. Przestrzeń taka, wypełniona w nieskończonym obszarze
ziarnistościami w stanie całkowicie nieruchomym, przedstawia sobą stan
podobny do skrystalizowania. Taką przestrzeń można uznać za idealny
kryształ o regularnym, sześćściennym układzie pokroju
krystalograficznego. Przedstawiona tu idea jest dla kosmologa
zawodowego w istocie groteskowa, lecz my pozwalamy sobie na taką
nonszalancję i wybryk naukowy po to, by uczynić z tej koncepcji
platformę do dalszych dywagacji na temat naszego kosmosu.

Tak więc mamy przestrzeń ziarnistą, nieograniczoną, statyczna, w
stanie skrystalizowania. Będzie to hipoteza robocza. Niech teraz w tej
statycznej przestrzeni dojdzie do pierwszego aktu kinezy, bo nic
innego w takiej statycznej przestrzeni nie może zajść, to będziemy
uważali ten pierwszy akt kinezy z początek ewolucji mojego prywatnego
kosmosu. Ewolucja ta zostanie poddana dyskusji poniżej. Dla
przestrzeni o charakterze ziarnistym, należy wstępnie rozważyć, jakie
powinny obowiązywać w takiej konstrukcji zasady, prawa czy stałe,
podobnie jak to jest w realnym Kosmosie. Tu - jak wiemy- obowiązują
swoiste pewniki, można je nazwać : aksjomaty, oznaczane jako "stałe",
czy stałe fundamentalne. Są to np. szybkość światła, ładunek
elektronu, masa elektronu, stała Plancka, stała przenikalności
magnetycznej próżni i inne Takich stałych jest wiele. Niektóre tworzą
ową stałą struktury subtelnej wyrażającą się wielkością skalarną
1/137. W naszym ziarnistym kosmosie ustalamy podobne stałe. Mogą to
być wartości określające istotę kinetronów i zachowanie się
kinetronów. Będą to więc pewniki o następujących wartościach.

1. kinetrony są (zapełniają przestrzeń)
2. mają rozmiar
3. mają kształt (sferyczny)
4. obdarzone są kinezą liniową
5. zderzają się ze sobą
6. mają właściwość wzajemnej addycji kinezy podczas
zderzenia
7. obdarzone są kinezą rotacyjną
8. kineza liniowa może przekształcić się w kinezę
rotacyjną w wyniku interakcji
między kinetronami i odwrotnie
9. przy szybkości kinezy przekraczającej wartości "c"
następują fuzje kinetyczne
10. powstają fluktuacje próżniowe
11. ziarnista przestrzeń jest nieograniczona
12. w pustej ziarnistej przestrzeni nie obowiązują
zasady zachowania

Tak więc mamy statyczną, ziarnistą przestrzeń wypełnioną
kinetronami ułożonymi w postaci kryształu o izometrycznym,
sześciennym, regularnym układzie krystalograficznym, w którym jeden z
kinetronów jako pierwszy doznaje impulsu i zaczyna oscylować.
Poruszając się w swojej "komórce" uderza w sąsiedni kinetron, co jest
oczywiste. Powiedzieliśmy powyżej, że w ziarnistej przestrzeni
obowiązuje zasada addycji kinezy podczas zderzeń kinetronów. Ten
pierwszy kinetron przekazuje swoją kinezę sąsiadowi, nie tracąc
własnej. I tak mamy teraz dwa drgające kinetrony, lub może dwie
struny, czy superstruny. Po następnym akcie zderzenia mamy cztery
kinetron, potem osiem oscylujących kinetronów. Kineza szerzy się w
ziarnistej przestrzeni w sposób wykładniczy. Zakładamy umownie, że ten
pierwszy akt kinezy zachodzi z szybkością 1 km/sek. Kineza szerzy się
na sąsiednie obszary z taką szybkością. Należy wziąć pod uwagę, że
wkrótce po zapoczątkowaniu pierwszych aktów kinezy nastąpić musi
zderzenia ze sobą kinetronów oscylujących z szybkością 1 km/sek.
Pojawią się dwa kinetrony, oscylujące z szybkością 2 km/sek. Obszar
kinezy 2- kilometrowej goni obszar jednokilometrowy i go dogania,
przenosząc kinezę dwukilometrowa na obszary bez kinezy. Zjawisko
powtórzy się. Powstanie obszar 4 kilometrowej kinezy, potem
ośmiokilometrowej, potem szesnastokilometrowej itd. Po 19-20 aktach
takiego wykładniczego narastania kinezy, kinetrony będą oscylować z
szybkością 300 tyś. km na sek. I z taka szybkością będzie się szerzyła
kineza na obrzeżach nieruchomej, ziarnistej przestrzeni. Przyjęliśmy
umownie, próbnie, szybkość pierwszego aktu kinezy na 1 km/sek. Możemy
jednak przyjąć dowolną szybkość pierwszego aktu kinezy. Najbardziej
racjonalną szybkością dla pierwszego aktu kinezy będzie szybkość
światła. Przy takim założeniu kineza rozszerzy się na sąsiednie
obszary z taką szybkości już po pierwszym akcie kinazy.

Powstaje jednak podstawowa trudność. Z założenia przyjętego na
wstępie wynika, że natychmiast nastąpi addycja kinezy i to
przekraczająca szybkość światła i będzie ona następować w sposób
wykładniczy do nieskończoności. Z pomocą przychodzi nam jednak
postulat, mówiący o zwiększaniu się prawdopodobieństwa kreacji materii
w warunkach osiągnięcia wartości kinezy przekraczającej szybkość
światła. Po pierwszym akcie kinezy pierwszego kinetronu następuje
wykładniczy wybuch kinezy z szybkością światła na resztę przestrzeni i
musi się jednocześnie zapoczątkować lawinowa kreacja cząstek
fundamentalnych i elementarnych .W ten sposób zostaje zahamowana
ekspansja nadmiernej kinezy, przekraczającej szybkość światła.
Ekspansji kinezy towarzyszy jednocześnie kreacja cząstek materii.
Jeżeli przyjmiemy za pewnik, że ten pierwszy akt kinezy zaszedł z
szybkością światła, to ekspansja kinezy na resztę przestrzeni nastąpi
z taką samą szybkością, co jest oczywiste. Mamy więc "wielki wybuch"
kinezy w ziarnistej przestrzeni i jednocześnie wielki wybuch kreacji
materii ze wszystkimi konsekwencjami. Tak zbudowana przestrzeń jest
więc substratem do powstania materii i energii i ukształtowania się w
niej elementów jej dalszej konstrukcji, to jest ukonstytuowania się
"stałych" wyższego rzędu. W naszym kosmosie wynikają one w sposób
oczywisty i nieunikniony z podstawowych pewników, określonych jako
"stałe" i przedłożonych wyżej. Równolegle do kreacji cząstek następują
też i losowe, lokalne symetryzacje kinezy, co daje początek fotonom,
jako alternatywnym obiektom. Taki wybuchowy sposób kreacji materii i
energii można uznać za paralelny do takiego w Wielkim Wybuchu realnego
Kosmosu.

Alternatywną konfiguracją nieograniczonej, pustej, statycznej,
ziarnistej, pierwotnej przestrzeni może być przestrzeń, w której
zachodzi zjawisko zsynchronizowanej, jednorodnej, zbiorczej kinezy
ziarnistej przestrzeni jako całości, lub zjawisko oscylacji kinetronów
po wspólnym, wahadłowym wektorze. Ta koncepcja jest mało
prawdopodobna, ziarnista przestrzeń musiałaby być zamknięta,
ograniczona i np. rotować w całości. Oscylacje przybierają
jednolitokierunkowy zwrot. Zderzenia kinetronów, jeśli są, to są
absolutnie symetryczne, nie może dochodzić do fuzji kinetycznych.
Rotująca struktura pozbawiona będzie kinetycznej symetryczności.
Rotacja obwodu nie będzie tożsama z rotacją centrum. W takiej
ograniczonej, ziarnistej przestrzeni nastąpiłaby wtórnie ekspansja
kinetronów ku obwodowi i pełne rozluźnienie struktury. Przestrzeń taka
zatem zanika. Dynamiczna przestrzeń ziarnista musi być nieograniczona,
a to wyklucza tę koncepcję, trudno wyobrazić sobie nieograniczoną
strukturę rotującą. Tę sztuczną konstrukcje podajemy gwoli wyczerpania
wszystkich możliwych, dających się pomyśleć, rozwiązań stanu
początkowego.

Postacią do przyjęcia jako pierwotna mogłaby być jedynie
przestrzeń nieograniczona, o konfiguracji euklidesowskiej, o w pełni
symetrycznym rozłożeniu jednorodnej kinezy, trudną do wyobrażenie i
zmatematyzowania. Taką przestrzeń można uznać za w pełni naładowaną
kinetycznie, o entropii równej "0". Taką przestrzeń można uznać za
stan metastabilny. W takiej przestrzeni jakiekolwiek pojedyncze,
losowe złamanie symetrii kinezy może spowodować lawinowe wytrącenia
takiego tworu ze stanu metastabilnego w stan opisany wyżej jako Wielki
Wybuch w ziarnistej przestrzeni.

Jak się wydaje, nie da się skonstruować dynamicznej, ziarnistej
przestrzeni o w pełni symetrycznej, pierwotnej kinezie liniowej. Można
ją rozpatrywać jako jedną z możliwych teoretycznych ewentualności.
Można natomiast założyć, jako bardziej racjonalną, dynamiczną
przestrzeń ziarnistą w której kinetrony obdarzone są kinezą rotacyjną.
Wszystkie kinetrony rotują, nie stykając się ze sobą. Pierwszy akt
kinezy liniowej może spowodować opisane wyżej zjawisko "wielkiego
wybuchu" ziarnistej przestrzeni. I taki obraz kreacji w ziarnistej
przestrzeni jest chyba najbardziej prawdopodobny. Mamy nieograniczoną,
ziarnistą przestrzeń kinetronową o rotujących kinetronach, jako postać
pierwotna, która doznaje pierwszego, pojedynczego impulsu kinezy
liniowej i w wyniku tego dochodzi do wybuchu przestrzeni kinetycznej
takiej, jaką opisano wyżej. Ładunek kinezy rotacyjnej przekształca się
w ładunek kinezy liniowej z dalszymi konsekwencjami. Powyższe
przedłożenia należy jednak uznać też za mało teoretycznie
prawdopodobne, nie ma dostatecznych przesłanek, by uznać je za możliwe
do przyjęcia. Zostało podane, by wyczerpać omówienie wszystkich
dających się wymyślić możliwości. Pozostajemy więc przy pierwotnej,
statycznej, skrystalizowanej strukturze przestrzeni, jako najbardziej
logicznej dla naszych wywodów.

Pozostaje jeszcze do omówienia ostatnia możliwość. Oto w pustej
pustej przestrzeni pojawia się osobliwość podobna do tej z realnego
Kosmosu, tyle że składająca się z zestalonych do swoistej "czarnej
dziury" kinetronów. W ślad za wcześniejszymi koncepcjami "pierwotnego
atomu," postulowanemu we wczesnej kosmologii, osobliwość tę należałoby
nazwać "pierwotnym jądrem", jadrem "promieniotwórczym". Od czarnej
dziury odróżnia je lustrzane odbicie co do wszystkich właściwości i
lepszą nazwą dla tego zjawiska będzie "biała dziura", a może i/lub
"ciało doskonale białe". Osobliwość ta "wybucha", kinetrony w czasie
rzędu czasu Plancka w sposób pierwotnie laminarny zapełniają pustą
pustą przestrzeń do momentu pojawienia się losowej turbulencji.
Następują wtedy fuzje kinetyczne i fluktuacje próżniowe dające
początek materii i energii W koncepcji tej dopuścić jednak należy
dodatkowe założenie, pozwalające na samoistną kreację kinetronów w
rozrzedzającej się przestrzeni, celem zapewnienia stałego ich
stężenia. Jednak zarówno to założenie, jak i pozostałe powyższe,
obarczone są poważnymi niedostatkami koncepcyjnymi. Jak zostało
powiedziane wyżej, pozostajemy przy koncepcji pierwotnie statycznej
przestrzeni ziarnistej. Dla porządku należało omówić wszelkie możliwe
konstrukcje.

Stała szybkość światła jest pochodną granicznej szybkości
oscylacji kinetronów, przy której ta ekspansja szybkości jest
zatrzymywana poprzez kreacje materii i energii w postaci cząstek i
fotonów w tym obszarze, w którym szybkość ta przekracza wartości
światła. Natomiast masa i ładunek elektronu nie mogą być inne, bo ich
wartości warunkuje geometria fuzji tej cząstki. Stałą Plancka też
można wywieźć jako minimalna porcja energii, jaka może zostać
wygenerowana w pojedynczym akcie kreacji w ziarnistej przestrzeni. Po
zastanowieniu się i inne stałe można by wywieźć z tych stałych
podstawowych ziarnistej przestrzeni. Tak więc w ziarnistym kosmosie
stałe, czy prawa muszą być takie same, jak w realnym Kosmosie, bo
wynikają one z istoty ziarnistej struktury przestrzeni. W realnym
Kosmosie dla stałych nie ma wytłumaczenia. Są one stałymi jak gdyby
danymi a priori. Nie wynikają z prostszych, czy bardziej podstawowych
stanów materii. Są obserwacjami uzyskanymi z pomiarów stanu materii. W
naszym prywatnym kosmosie te same stałe mają swoje bardziej podstawowe
źródła, z których można je wywieźć. Są to pewniki wyłożone powyżej w
punktach. One są dla naszego kosmosu właściwymi stałymi, z których
wypływają stałe wyższego rzędu.

Wypada tu jeszcze raz pokrótce udokumentować istotę tych stałych
Jeżeli więc przyjmujemy szybkość oscylacji kinetronu, przy której
dochodzi do kreacji cząstki, za stałą, to kreacja fotonu w wyniku
symetryzacji kinezy kinetronów przy tej szybkości pociąga za sobą
szybkość fotonu, jako już samodzielnego tworu, odpowiadającą szybkości
oscylacji kinetronów. Jeżeli za elektron uznajemy cząstkę powstałą
jako fuzja kinetyczna pewnej określonej ilości kinetronów i tylko tej
ilości, to masa tej cząstki musi powstawać i odpowiadać ciśnieniu
kinetycznemu, powstającemu na "powierzchni" tej cząstki. To proste
rozumowanie pozwala nam wywieźć wszystkie prawa i stałe z tych
podstawowych pewników, obowiązujących w ziarniste przestrzeni.

Krótkie streszczenie: najpierw była ziarnista, statyczna
przestrzeń, potem nastąpił pierwszy akt kinezy o szybkości światła i
nastąpił wybuch kinezy, który rozszerzał się z tą szybkością na resztę
przestrzeni. Jednocześnie został zapoczątkowany akt kreacji materii i
energii, który - jak powiedzieliśmy - zachodzi przy osiągnięciu przez
kinetrony szybkości światła. Nastąpił on też w sposób wybuchowy. Mógł
się zatem ten nasz prywatny kosmos ukonstytuować podobnie jak Kosmos
realny. Pytanie tylko, co spowodowało ten pierwszy akt kinezy ? To
pytanie należy pozostawić w zawieszeniu, podobnie jak zawiesza się
pytanie o przyczynę Wielkiego Wybuchu. Niektórzy kosmolodzy
przychylają sie od przyjęcia za pierwszą przyczynę sprawczą Czynnik
Pozamaterialny. Podobnie musimy i uczynić my. Podobno Albert Einstein
zastanawiał się, czy Bóg miał jakikolwiek wybór, dobierając dla
materii owe wszystkie stałe? Gdyby jedna z nich odchylała się od
obowiązujących w naszym kosmosie, to nie powstałyby warunki na taką
ewolucję kosmosu, jakiej jesteśmy świadkami, i nie byłoby też
podmiotu, który badał by kosmos. Można powiedzieć, że nasza koncepcja
nie wymagała od Stwórcy ustanawiania wielu tzw. stałych i to w dodatku
specjalnie je dobierać. Wystarczyła jednorodna, ziarnista przestrzeń i
jeden akt uruchomienia kinezy w tworzywie najprostszym z
najprostszych, to jest w nieograniczonej, ziarnistej przestrzeni,
wypełnionej jednorodnymi tworami, którym nadał najprostsze cechy.
Wszystko inne wywodzi się z tych najprostszych aktów. Gdyby odrzucić
przedłożoną koncepcją ziarnistej przestrzeni, pozostać przy oficjalnej
teorii powstania kosmosu w wyniku Wielkiego Wybuchu ze wszystkimi
stałymi jako stanowionymi, czy dobranymi przez Stwórcę, to należałoby
jednak wtedy przyjąć i możliwość istnienia innego zestawu parametrów
funkcjonowania kosmosów stanowionych przez Stwórcę. Bo dlaczego tylko
te jedne stałe miałyby być dopuszczalne? Postuluje się więc kosmosy o
innych prawach i stałych, o innych konstrukcjach. Jedną z takich
konstrukcji, możliwych do rozważenia, niech by był nasz kosmos
ziarnisty? Z zastrzeżeniem, że pod względem anatomii i " fizjologii"
jest najprostszy najbardziej racjonalny w porównaniu do innych
konstrukcji. A więc, jeżeli konstrukcja materii miałaby być możliwa
tylko w jednym egzemplarzu, to musiałby to być kosmos ziarnisty.

Przedłożona tu alternatywna koncepcja wymaga rozważenia
przebiegu dalszej ewolucji takiego kosmosu. W Kosmosie realnym wybucha
skoncentrowana osobliwość, zawierająca całą zawartość przyszłego
kosmosu. Zawartość ta ogarnia pustą przestrzeń i ją zapełnia, choć
uważa się, że przestrzeń powstaje wraz z ekspandującym tworzywem
Kosmosu. Przyjmiemy jednak roboczo, że taka pusta przestrzeń istnieje
poza materią, a powstająca in statu nascendi materia i energia
zagospodarowuje taką przestrzeń. Taki kosmos musi być ograniczony
przestrzennie i czasowo, podlegać ewolucji, nie wykluczając z niej i
Wielkiego Kolapsu. Natomiast nasz kosmos prywatny, choć może mieć
początek, to wobec nieograniczoności ziarnistej przestrzeni, jako
ziarnista nie może być inna, powinien ekspandować w
nieskończoność.

Wielki Wybuch i następująca po nim ekspansja materii i energii
do rozmiarów obserwowanych obecnie skłania wielu kosmologów do jawnego
lub zakamuflowanego przyjęcia myśli o Pierwszym Konstruktorze Kosmosu.
Wielu z nich nie godzi się na taką ewentualność i uparcie szuka metod
na ominięcie takiego stanu. Ratunku szukają w konstrukcjach
zawierających zjawiska oscylacji kosmosu od wybuchu do kolapsu, lub
kosmosów bliźniaczych, połączonych ze sobą tunelami czasowymi,
kosmosów pączkujących, rozdwajających się, przy czym postulują
możliwość przenoszenia się w czasie do przodu w przyszłość lub do tyłu
ku przeszłości. Wszystkie te pomysły są zapewne matematycznie poprawne
i wynikają z formalizmu matematycznego, opartego o wzory ogólnej
teorii względności i mechaniki kwantowej. Z drugiej jednak strony
prosta analiza rzeczywistości materialnej, uwzględniająca podstawowe
elementy oceny takiej rzeczywistości, pozwala na krytyczną ocenę tych
koncepcji. Jeśli bowiem uwzględnić podstawowy element opisu
jakiegokolwiek układu z Kosmosem włącznie, to jest pojęcie entropii,
to owe tunele czasowe i podróże w przyszłość, czy do przeszłości, a
możliwość których wynika z rozwijanych współcześnie teorii kosmosów
kwantowych (każdy kosmos to kwant), mogą być jedynie konstrukcjami
matematycznymi.

Czas jest niewątpliwie powiązany z miarą strumienia entropii.
Wszelka zmian czegokolwiek jest treścią entropii. Jest ona miernikiem
zmiany do "przodu" lub do "tyłu". Może wzrastać lub maleć, lub
pozostawać na stałym poziomie. Entropia nie jest do pomyślenia bez
elementu czasu. Entropia jest miarą zmian układu, a czas jest
składnikiem entropii. Jeśli entropia wzrasta, to układ ulega w
określonym czasie degradacji, jeśli entropia maleje, to układ ulega w
określonym czasie większej organizacji. Jeśli entropia przybiera na
sile, czas dla takiego układu przyśpiesza. Można by przyjąć, że układy
o zróżnicowanej entropii mają swoje własne czasy. Paradoksalnie, jeśli
układ przyśpiesza w przestrzeni, to bieg entropii w tym układzie
zwalnia i czas płynie wolniej, zgodnie z einsteinowska teorią, co
powoduje spowolnienie starzenie się kosmonauty, wyruszającego w daleką
podróż kosmiczną.

Kosmolodzy debatują nad możliwościami przenoszenie sie do
przyszłości lub przeszłości przy pomocy tuneli czasowych, których
możliwość przewiduje teoria względności. Co zatem musi sie stać, by
obserwator (człowiek lub inny podmiot badawczy) mógł przenieś się np.
do przeszłości? W kategoriach termodynamiki, czy informatyki, albo
entropia układu, w którym bytuje musi wrócić do stanu poprzedniego,
np. obniżyć się, natomiast obserwator musi pozostać przy aktualnej
własnej entropii, albo entropia układu musi przyjąć wartość dla
przyszłości, a obserwator pozostać przy własnej entropii, ale
jednocześnie ze stanem własnej entropii poruszać się w czasie w tunelu
czasowym do przodu lub do tyłu. Wtedy jednak nie może mieć łączności z
otoczeniem, w którym się znalazł, czyli musi stać sie układem
odosobnionym, bo inaczej dojdzie do wyrównywania entropii i obserwator
stanie się częścią układu badanego, utraciwszy informacje ze swojego
stanu pierwotnego i stanie się układem zintegrowanym z przeszłością
lub z przyszłością. Nie będzie mógł porównać bieżącego stanu układu z
stanem układu sprzed podróży w czasie. Tak więc, mówiąc prościej,
układ badany musi się cofnąć do przeszłości lub posunąć się ku
przyszłości, a obserwator pozostać jako teraźniejszy podmiot. Oba
układy muszą być jednak odizolowane od siebie, a badanie jest wtedy
niemożliwe. Taka izolowana, przeciwbieżna wędrówka w czasie dwu stanów
entropii dwu podmiotów jest zapewne możliwa, lecz nieefektywna. Można
to zagadnienie przedstawić jeszcze inaczej.

Tunel czasowy wstecz można przemierzyć wraz z całym układem.
Wtedy w układzie i obserwatorze, czymkolwiek on jest ( np.
instrumentem badawczym ), muszą zajść zjawiska, które oznaczać będą
zmianę wszystkich kierunków reakcji fizycznych, chemicznych, czy
biologicznych, tak by po odwróceniu czasu obserwator stał się
obserwatorem z badanej epoki.( Być może takie zjawisko może zajść po
przekroczeniu przez układ szybkości światła). Nie będzie to wiec
badacz bieżący, lecz będzie to obiekt, czy badacz bieżący dla tamtego
czasu i będzie badał stan tamtego obiekt, bez odniesienia do jego
stanu poprzedniego. Ujmując to trywialnie, badacz (czy inny układ
materialny!), musi odmłodnieć, zdziecinnieć, stać sie noworodkiem,
znaleźć się w macicy, przekształcić się w komórkę jajową itd. Zarówno
badacz, jak i jego środowisko, muszą równolegle cofać sie w czasie.
Lecz w takim wypadku to nie będzie już nasz badacz z bieżącym zasobem
informacji, lecz człowiek z danej epoki. Podobne rozumowanie należy
odnieść do wędrówek ku przyszłości. W tym wypadku należałoby
doprowadzić do odwrócenia biegu entropii układu i obserwatora w
odwrotnym kierunku. Entropia układu i obserwatora w tunelu czasowym
postępuje ku przyszłości równolegle, obserwator bada układ jako
tożsamy z nim.(?) Czy zatem zaistnieją możliwości izolowanej wędrówki
badacza w tunelu czasowym? Jeśli zaistnieją, to na zasadzie ścisłej
izolacji podróżnika i układu mającego zostać zbadanym. Cała dyskusja o
możliwości przenoszenie sie w tunelu czasowym zawiera w podtekście
pojęcie czas, odnoszące się do pomiaru w wymiarze psychicznym. Martwy
instrument badawczy, przenoszący się w czasie, nie będzie miał
możliwości porównawczych, choć jego czas w podczas ruchu biegnie
wolniej niż obiektu badanego, ale różnicę odkryć może obiekt
trzeci. . Wędrówek w tunelach czasowych nie jest łatwo krytykować,
więc nie ma pewności, czy ten wywód jest racjonalny.

Powyższe niedoskonałe rozumowanie wskazuje, że taka wędrówka w
czasie jest nader wątpliwa. Idąc za tą myślą, należy odrzucić pomysły
ze światami równoległymi, czy tunelami czasowymi. Entropia układu
połączonego, musi biec równolegle. Jeśli istnieje przepływ entropii
między układami względnie odosobnionymi, to spadek entropii jednego
układu musi pociągać za sobą wzrost entropii drugiego układu!
Dywagacje na temat tuneli czasowych dotyczą Kosmosu realnego. W moim
prywatnym kosmosie nie mogą zachodzić podobne perturbacje czasowe.
Jest on jednorodny i nieskończony w przestrzeni, i taki kosmos nie
może podlegać dywagacjom czasowym w rodzaju tuneli czasowych. Wędrówki
w czasie w takim kosmosie są możliwe też jedynie w wypadku poruszania
się obiektu badającego z szybkością kosmiczną, kiedy to czas zwalnia,
a obserwator starzeje się wolno. Po powrocie z podróży spotyka czas
przyszły swojego środowiska. Gdyby zaś poruszał się z szybkością
ponadświetlną, być może dogoniłby przeszłość np. fale radiowe
wyemitowane z dalekiej przeszłości. Tego rodzaju dylatacje czasowe to
jednak nie tunele czasowe. Należy jednak zapytać, czy można by dogonić
lub przegonić światło, skoro szybkość światła dla wszystkich
obserwatorów, niezależnie od ich stanu ruchu i stanu ruchu źródła
światła, jest jednakowa, a więc powinna być i dla obserwatora
poruszającego się z szybkością większą niż światło (?).

W moim prywatnym kosmosie odmiennie przedstawia się kwestia
wymiarowości przestrzeni. W kosmosie realnym postuluje się istnienie
przestrzeni czterowymiarowej ( pięcio- z czasem ). Z formalizmu
matematycznego wypływają wnioski o konieczności przyjęcia przestrzeni
wielowymiarowej, 26-cio, 10-cio wymiarowej lub może jeszcze innej.
Czwarty wymiar przyjmuje się w postaci zwiniętej do rozmiarów Plancka.
Pozostałe wymiary, gdyby były realne, nie są możliwe do określenia i
wyobrażenia. Kosmolodzy piszący książki popularnonaukowe próbują
przedstawić czytelnikowi pojęcie czwartego wymiaru przestrzennego,
przedkładając przykład oparty o analizę podobnego wypadku dla
przestrzeni dwuwymiarowej.

Chcąc uprzytomnić czytelnikowi pojęcie czwartego wymiary,
przywołują przykłady z świata dwuwymiarowego. Tak jak mieszkańcy
świata dwuwymiarowego nie mogą zrozumieć trzeciego wymiaru, tak my
mieszkańcy świata trójwymiarowego nie możemy uzmysłowić sobie
czwartego wymiaru przestrzeni. Przy czym przyjmują błędnie, że
mieszkańcy tamtego świat widzą wszystko dwuwymiarowo. Owi mieszkańcy,
nazywani Płaszczakami, widza wszystko dwuwymiarowo. Takie
przedstawianie ich postrzegania jest oczywistym błędem. Owi
Płaszczakowie widzą wszystko jednowymiarowo. A oto argumentacja: owi
mieszkańcy dwuwymiarowi, posiadają siatkówkę oka w postaci odcinak
prostej. Figury świata dwuwymiarowego układają sie na tym odcinku jako
rzuty figury płaskiej na prostą. Ponieważ mają oni dwoje oczu, więc na
każdej siatkówce układa się im nieco odmienny rzut figury. W ich mózgu
następuje matematyczna integracja oby tych rzutów, więc owi mieszkańcy
wiedzą, że ich świat jest dwuwymiarowy, ale widza go jednowymiarowo.
Intruza z trzeciego wymiaru spostrzegaliby jako pojawiający się w ich
świecie odcinek, który to się powiększa, to się zmniejsza, to znika.
Byliby tym zapewnie zdziwieni. Uznaliby taką postać za ducha. Dla
mieszkańców dwuwymiarowego świata trzeci wymiar jest niewyobrażalny.

Jednakże ich uczeni doszliby do wniosku, że może istnieje coś
takiego jak trzeci wymiar? Jeśli tak, to w tym trzecim wymiarze można
usadowić nieskończoną ilość światów dwuwymiarowych, nawet jeśli on sam
jest ograniczony, stanowi np. sferę. Może więc lepiej uznać, że ich
świat, jeżeli jest płaski, jest też nieograniczony? W trzecim wymiarze
mieści sie nieograniczona ilość światów dwuwymiarowych. Można snuć
dywagacje, pytać co będzie sie działo w ich świecie, gdy zostanie on
np., poddany rotacji wokół osi prostopadłej do ich świata, gdyby
przyjąć płaskość ich świata ( pojęcia dla nich niepojętego).
Stwierdzą, że działa na nich jakaś niepojęta siła, która spycha ich od
jakiegoś punktu centralnego na zewnątrz i zmuszą gromadzić sie na
obwodzie koła i oddalać się stale od siebie. Do tej pory mogli
poruszać się bez użycia energii (?), a teraz, by zbliżyć sie do siebie
po promieniu, muszą użyć siły, której nie znali. Inni uczeni
zakładaliby obrót ich świata wokół osi równoległej do ich płaszczyzny.
Ci doszliby do wniosku, że podmioty ich świata doznałyby nieznanego
oddziaływania, które spycha je liniowo w kierunkach dosiebnych w
postaci równoległych, oddalających sie światów, z którymi zostanie
zaburzony kontakt, ponieważ promienie wysyłane wzajemnie do siebie
doznają tajemniczego przesunięcia. Stwierdzą, że może jakaś nieznana
siła ingeruje w promienie w ich światach i nie pozwala na ich właściwy
odbiór. Może określiliby zjawisko jako ucieczkę, a zmianę dotarcia
informacji jako przesuniecie ku czerwieni ? To rozumowanie dotyczy
dwuwymiarowego świata płaskiego.

Omińmy takie fantazje i postarajmy sie przenieść to rozumowania
na przestrzeń trójwymiarową. Nawiasem należy nadmienić, że
obserwatorzy w tej przestrzeni widzą wszystko dwuwymiarowo, ponieważ
ich siatkówki są dwuwymiarowe i rejestrują rzutu brył trójwymiarowych
na płaszczyźnie. Obserwator ze świata trójwymiarowego wie, że świat
jest trójwymiarowy, ale widzi go dwuwymiarowo. Podobnie jak to jest w
świecie dwuwymiarowym, czwarty wymiar dla świata trójwymiarowego musi
więc mieć także wymiary mega, nie może mieć wymiarów
submikroskopijnych, zwiniętych do rozmiarów Plancka, jak to postulują
kosmolodzy. Przeniesienie rozumowania z przykładu dwuwymiarowego
nakazuje taką opcję, bo niby dlaczego miałoby być inaczej. Nasz
wniosek jest więc jednoznaczny: czwarty wymiar w przestrzeni
trójwymiarowej ma wymiar mega.

Inaczej jest w moim prywatnym kosmosie. Czwarty wymiar jest tu
istotnie wielkości Plancka, jeśliby przyjąć tej wielkości przestrzeń
oscylacyjną dla kinetronu. Oscylujący i rotujący kinetron mieści sie w
tej przestrzeni, a jego oscylacje można przedstawić jako drgania
struny, czy superstruny. Drogę przebytą przez niego w jego "komórce
Plancka" można uznać jako strunę, a zmianę wektora oscylacji jako
drganie struny. Tak więc mój prywatny kosmos ma trzy wymiary
makroskopowe i jeden wymiar submikro. Być może, po głębszym wejrzenia
w materię ziarnistej przestrzeni, znalazłoby się miejsce dla dalszych
wymiarów przestrzeni. Jak dotąd zadawala się ona czterema wymiarami. .

Odmiennie przedstawia się zagadnienie ekspansji materii i jej
zwrotnego zwijania się po osiągnięciu docelowych wymiarów. Niektórzy
kosmolodzy postulują powrót realnego Kosmosu do stanu początkowego po
osiągnięciu tego stanu maksymalnej ekspansji, to znaczy do Wielkiego
Kolapsu. Taki kolaps mógłby się udać na dwa sposoby, każdy z nich jest
jednak zapewne niemożliwy. Materia, po osiągnięciu stanu o najwyższej
entropii, to jest stanu śmierci cieplnej, przedstawiałaby sobą
wypalone, wygaszone, martwe grudy, znajdujące się od siebie w
odległościach iście kosmicznych. W tym czasie musiałaby przestać
działać energia powodująca rozszerzanie kosmosu. Na placu boju
pozostanie czysta grawitacja.

Załóżmy, że ta grawitacja doprowadza do kurczenia sie kosmosu.
Martwe i zimne grudy materii nabierają rozpędu i zbliżają sie do
siebie, tworząc coraz potężniejsze bryły materii. Energia zderzeń
prowadzi do ponownego wzrostu temperatury tych konglomeratów. W tym
stanie rzeczy może powstać gigantyczny twór materii, obejmujący całą
materie w stanie "wrzenia". Tylko czy energia grawitacji wystarczy, by
umieścić w tej grudzie tyle energii, by rozpalić wypaloną materię
pozbawioną pozostałej części energii. I jeśliby miała ona przybrać
postać, czy formę z Wielkiego Wybuchu, to musiałoby dojść do rozpadu
atomów, potem cząstek, potem zaniku cząstek, aż do postaci pierwotnej
plazmy, a na koniec do osobliwości. Czy wystarczy do tego energia
grawitacji? Wszak Wielki Wybuch i dalsza ewolucja kosmosu zachodziła
pod wpływem energii, która zanikła, a grawitacja nie była w stanie jej
przeszkodzić. Ta energia uległa rozproszeniu w postaci promieniowana,
czy została zużyta na ekspansję kosmosu. Jest to scenariusz zapewne
nie do zaakceptowania. Należy raczej przyjąć, że powstanie martwy
twór, obejmujący całą materię, martwa czarna dziura, jako końcowy
stan, który nie jest jednak odpowiednikiem stanu sprzed Wielkiego
Wybuch. Przyjmuje objętość całej materii, będzie ona maksymalnie
skoncentrowana, podobnie jak to jest w czarnych dziurach,
funkcjonujących obecnie, a które mogą być zapewne modelem takiego
ostatecznego kolapsu, lecz nie będzie to stan paralelny do Wielkiego
Wybuchu. Pytanie, czy taki proces jest możliwy? Wszak byłby to
rzeczywisty stan o najwyższej entropii. Gdyby zaś taki stan
całkowitego kolapsu uznać za stan całkowitego uporządkowania materii,
to w czasie dochodzenia do takiego procesu entropia musiałaby odwrócić
swój bieg ku spadkowi, musiałaby spadać aż do 0, a czarna dziura
koncentrująca całą materię mieć entropię o wskaźniku bliskiemu zeru.
Jest to proces termodynamicznie sprzeczny.

Drugi sposób zwinięcia sie materii musiałby polegać na
odwróceniu sie wszystkich procesów fizycznych w kolapsującej
materii. W wypalonej materii, składającej się z pierwiastków ze środka
tablicy Mendelejewa, musi dojść do rozpadu tych pierwiastków, kreacji
pierwiastków o niższych ciężarach atomowych, potem do odwrócenia
procesów cyklu węglowo - azotowo - tlenowego, potem musi powstać na
powrót hel, a na końcu wodór, który wraz z wodorem bieżącym ulegnie
jonizacji, następnie przyjdzie czas na odwrócenie inflacji, zanikną
hadrony i leptony, i bozony, nastąpi deflacja, w końcu powstanie stan
około wybuchowy, by w następstwie doprowadzić do ponownego Wielkiego
Wybuchu. Taki proces wymagałby zjawiska koncentracji rozproszonej w
czasie ekspansji kosmosu energii, co jest niezgodne z termodynamiką,
która nie może w żadnym stanie przestać obowiązywać.

Pierwsza forma odwrócenie ekspansji, jak to przedstawiono wyżej, jest
niemożliwa, bo musiałoby dojść do złamania podstawowego prawa
termodynamicznego, to jest do odwrócenie biegu entropii. Aby to się
stało, potrzebna jest energia, sama grawitacja nie byłaby w stanie
zapewne tego biegu odwrócić, z uwagi na pełne rozproszenie materii w
kosmosie. Musiałaby ta energia pochodzić z poza układu, to jest z poza
kosmosu, wszak cała energia kosmosu po wypaleniu się materii uległa
rozproszeniu. Można by jedynie postulować jakiś abstrakcyjny proces
odbicia się rozpraszającej się energii od brzegu, czy granicy Kosmosu,
który w tym wypadku musiałby być ograniczony do gigantycznej sfery i
odznaczać się nieprzenikalną, twardą ścianą, lecz taka ewentualność
jest z gatunku fikcji naukowej.

Tych dylematów pozbawiony jest mój prywatny kosmos. Przyjęliśmy
dla niego opcję kosmosu stacjonarnego, który, aczkolwiek teoretycznie
mógłby mięć początek w postaci statycznej przestrzeni ziarnistej,
pierwszego aktu kinezy i następowej jej ekspansji aż do powstania
ukonstytuowanego kosmosu, jednak musi być kosmosem o nieograniczonym
zasięgu w przestrzeni i tym samym w czasie ( choć mógłby mieć
początek, ale bez końca).
W poprzedniej pracy zostało to udokumentowane. Ziarnista, drgająca
przestrzeń nie może być ograniczona, bo nastąpiłoby błyskawiczne
rozcieńczenie zawartości ziarnistej przestrzeni i taki kosmos nie
byłby w stanie istnieć..

W moim prywatnym kosmosie nie ma problemu ciemnej materii i
energii. Oscylujące kinetrony lub może struny (czy superstruny)
ulegają ustawicznym fuzjom kinetycznym, w wyniku czego powstają
cząstki fundamentalne i wirtualne. Te ostatnie musza powstawać masowo,
ponieważ prawdopodobieństwo ich powstania jest największe z racji ich
niesymetryczności. Im bardziej niesymetryczna cząstka, tym
prawdopodobieństwo jej powstania większe. Tak więc w ziarnistym
kosmosie, w dostatecznie dużym przedziale czasowym i przedziale
przestrzeni, musi znajdować się stale choćby minimalna ilość cząstek
wirtualnych. Cząstki te są też obdarzone masą, co jest oczywiste i
zostało udokumentowane w poprzedniej pracy. Tak więc w odpowiednio
dużym przedziale przestrzeni w każdym momencie czasu obecna jest masa.
Masa ta ulega fluktuacji, to jest powstaje i zanika, lecz jest.
Wystarczy krótki przedział czasowy między powstaniem, a zanikiem
cząstki wirtualnej, by przestrzeń wypełniona była masą wirtualną. Dla
nieograniczonej przestrzeni masa ta przybiera wartości nieograniczone.
Nazwijmy ja ciemna materią. Dla kosmosu ograniczonego można ustalić
stosunek tej masy do masy obserwowalnej. (Biorąc pod uwagę rozmiar
pustych obszarów w Kosmosie realnym, ten stosunek dla tego kosmosu
przybrałby wartość na korzyść ciemnej materii). Mówiąc skrótowo:
przestrzeń przeładowana jest masą. Wirtualną. Masa ta zapewne jest
przeszkodą dla wygenerowanych przez materię i samą przestrzeń fotonów,
które zostają przez tą masę pochłaniane w sposób wirtualny, a po
rozpadzie wirtualnej cząstki energia ta jest napowrót uwalniana.
Powraca ona do ziarnistej przestrzeni i integruje się z miąższem
kinetronów, podwyższając ich ładunek kinetyczny, co powoduje "krążenie
energii" między materią, wirtualną materią i oscylującą przestrzenią.
Przestrzeń ziarnista absorbuje tę energię ulegającą rozpraszaniu,
zwiększając swój ładunek energetyczny. Tenże napowrót może wrócić do
materii w postaci jej cząstek fundamentalnych lub wirtualnych.
Zjawisko to stanowiłoby swoistą przemianę materii i energii kosmosu.
Rozumowanie nieco karkołomne, lecz w świetle naszych rozważań
odpuszczalne.

Dla Kosmosu realnego, gdyby takie zjawisko i tu zachodziło, ta
energia mogłaby stanowić ciemną energię, która służy do przyspieszania
kosmosu. Tak więc energia przyspieszająca jest pochodną samej
przyspieszanej materii. Przyspieszenie więc nie może być pochodną
Wielkiego Wybuchu, co udowodniono już w poprzedniej pracy, choć pogląd
ten można dyskutować, lecz jest bieżącą emanacją materii. Zatem
rozszerzający się, realny Kosmos musi tracić, zgodnie ze wzorem,
materię, która zostaje przekształcona w energie przyspieszającą. W tej
sytuacji przestrzeń musi się energetycznie ładować, co zakłóca
energetyczną stabilność Kosmosu, a dla zachowania stałej wartości
ładunku musi on stale ekspandować. Rozszerzający sie Kosmos traci
materię przekształcaną w energię. Końcowym stanem takiej ekspansji
mógłby być kosmos rozproszony bez materii, lub Kosmos rozproszony tak
pod względem materii jak i energii, a więc Kosmos pusty De Sittera.
Najprawdopodobniej po osiągnięciu stanu końcowego mamy martwy i zimny
Kosmos oraz uśredniony ładunek energetyczny przestrzeni. W uśrednionym
stanie nie ma przepływu energii. Wygaszona materia nie dostarcza
przestrzeni energii, kosmos przestaje się rozszerzać. Wtedy zapewne
zadziała grawitacja ?

Należy jednak zapytać, w jaki sposób może działać ciemna energia
na ekspansję realnego Kosmosu? Energia może działać w dwojaki sposób.
Przy każdym sposobie musi istnieć różnica poziomów energetycznych.
Pierwszy sposób polega na zadziałaniu strumieniowym, takim, jak działa
strumień pary na tłok cylindra Taki sposób działania w kosmosie
polegałby na działaniu strumienie energii na każdy podmiot osobno, co
jest nie do przyjęcia. Drugi sposób to działanie płaszczyznowe, tak
jak działałaby para wodna w kotle o rozciągliwych ścianach. W takiej
sytuacji wszystkie podmioty znajdujące się w takim kotle oddalałyby
się od siebie w sposób równomierny. Jeżeli zgodzić się na ekspansję
kosmosu, to zapewne ciemna energia działa właśnie w taki sposób. Część
energii wypromieniowanej przez materię ładuje energetycznie
przestrzeń, która dla zachowania stałej wartości tego ładunku musi się
rozszerzać. Tyle tylko, że ciemna energia nie jest tworem samoistnym,
dodatkowym, pozamaterialnym, lecz jest pochodną energetycznego
promieniowania materii, jak to przedłożono nieco wyżej. Ta koncepcja
wymaga jednak przyjęcia ziarnistości przestrzeni i powstawania masy
wirtualnej, która absorbuje energię. Także dla realnego Kosmosu

W procesie ewolucji Kosmosu realnego powinna nastąpić chwila
wyrównania się energii grawitacji z energią ekspansji, którą można
nazwać ciemną energią, czy antygrawitacją. Może to nastąpić po
wyczerpaniu się zasobów energetycznych rozpraszającej się i stygnącej
materii. Wtedy może uzyskać przewagę grawitacja z zastrzeżeniem, że
efekt jej działania zostaje osłabiony w wyniku rozproszenia materii.
Może też powstać stan metastabilny, w którym obie przeciwstawne
energie będą w równowadze i taki stan może trwać wiecznie lub w wyniku
losowego spadku antygrawitacji zacznie sie proces kontrakcji Kosmosu.

Przesunięcie ku czerwieni promieniowania elektromagnetycznego w
ziarnistej przestrzeni uznaliśmy za starzenie się fotonu, utratę
energii cząstki na rzecz ziarnistej przestrzeni, jako proces paralelny
i konkurencyjny do efektu Dopplera. Wracając do koncepcji przesunięcia
ku czerwienia w Kosmosie realnym, należy rozważyć to samo zjawisko dla
fali materii. Jeżeli cząstce elementarnej, czy nawet większemu
skupieniu materii przydaje się funkcję falową, to należałoby
obserwować dla cząstek kosmicznych także przesunięcie "ku czerwieni".
Jak by to wyglądało w praktyce? Wszak cząstki kosmiczne nie osiągają
szybkości światła. Przesunięcie ku czerwienie fali materii polegałoby
na utracie przez cząstki jej początkowej energii, co odpowiada takiemu
zjawisku w odniesieniu do fotonów, a tu polegałoby na zmniejszeniu
pędu cząstki. Ale co sądzić, jeżeli cząstka w biegu przez przestrzeń
doznaje przyspieszenia w wyniku zadziałania kosmicznego pola
elektromagnetycznego? Z jednej strony traci ona energię w wyniku
przesunięcia ku czerwienie przypisanej jej fali, z drugiej strony
przybiera na energii w wyniku działania pól elektromagnetycznych
przestrzeni? Paradoks.

Fala przypisana cząstce, to fala prawdopodobieństwa znalezienie
cząstki w danym obszarze. Jak rozumieć tu przesunięcie ku czerwieni?
Jeżeli mamy być konsekwentni, to takiego przesunięcia w stosunku do
fali materii nie można ignorować. Ale jak takie przesunięcie
zaobserwować?. Należałoby może rejestrować cząstki kosmiczne na
wielkim obszarze przestrzeni, liczyć i klasyfikować cząstki pod
względem ich energii kinetycznej i masy i stworzyć indeks grup pod
względem identyczności tych parametrów (?) Wśród plejady
zarejestrowanych identycznych cząstek w dostatecznie długim czasie,
może znaleziono by widmo pod postacią rozkładu energii takich cząstek.
Lub ich masy. Wtedy cząstki o małym przesunięciu, czyli o dużej
energii, należałoby uznać za pochodzące z bliższej odległości, a
cząstki o dużym przesunięciu za cząstki z dalszych obszarów? (przy
uwzględnieniu wpływu kosmicznego pola elektromagnetycznego).
Statystycznie rzecz biorąc, w zestawie cząstek kosmicznych
zarejestrowanych w określonym przedziale czasu i zabranych z
odpowiedniego obszaru przestrzeni, powinny znajdować się cząstki
kosmiczne o kolejno zróżnicowanych energiach w równej ilości.
Zależność energii do ilości cząstek dla każdego przedziału powinna
przedstawiać sobą linię prostą, równoległą do jednego ramienia układu
współrzędnych. Głębia Kosmosu we wszystkich kierunkach jest jednakowa,
ilość cząstek nadlatujących z różnych kierunków powinna też być
jednakowa, zróżnicowanie energetyczne na każdym kierunku powinno być
jednakowe, a ilości cząstek o różnej energetyce w każdym strumieniu
też powinny być jednakowe. Ale być może, ustawienie rejestratora
kierunkowo, na obszary o większym zagęszczeniu galaktyk lub na obszary
o małym zagęszczeniu, pozwoliłoby uchwycić różnice w widmie
energetycznym takich cząstek przylatujących z różnych obszarów
kosmosu? W poszczególnych grupach jednak o tożsamej energii i masie
liczebność powinna być identyczna w strumieniu, jeśli zgodzić sie, że
każdy dostatecznie wielki przedział przestrzeni generuje jednakową
ilość cząstek. Być może takie badania zostały przeprowadzone?
Wymagałyby one bądź rozległego obserwatorium, rozciągającego się na
dostatecznie duży obszar, lub może rejestratorów cząstkowych,
pobierających próbki promieni kosmicznych z wybranych i
ukierunkowanych obszarów nieba, celem wtórnego przeniesienia wyników
na dostatecznie szerszy obszar (metoda Monte Carlo?). Gdyby w takim
badaniu uzyskano postulowany wynik, to potwierdzałby on zjawisko
przesunięcia ku czerwieni także i dla fal materii. Wszak Kosmos jest
tak rozległy, że należy się spodziewać jednorodnego rozkładu cząstek
kosmicznych pod względem ilości nadbiegających z każdego obszaru, a
rozkład energii cząstek w poszczególnych przedziałach musi też być
jednorodny, bez wyróżnienia jakiejkolwiek wartości energii. Uzyskanie
takiego rozkładu potwierdziłoby przedłożoną tu koncepcję.

Odkrycie makrosoczewkowania grawitacyjnego (nie mikro!)
wskazuje, że wielkie masy istotnie zakrzywiają przestrzeń. Najbardziej
spektakularnie czyni to czarna dziura. Przyjmuje się, że może ona
zakrzywić przestrzeń do takiego stopnia, że wszystko co znajdzie się w
jej pobliżu, wpada do czarnej dziury. Natomiast strumienie materii,
czy fotonów z dalszego obszaru muszą zostać zakrzywione. Rozbierając
to zagadnienie głębiej, musimy dojść do bardziej szczegółowych
wniosków. Będą one obowiązujące i dla naszego ziarnistego kosmosu, jak
i dla Kosmosu realnego. Rozumowanie przeprowadźmy na izolowanej
czarnej dziurze, pozbawionej w otoczeniu innych wielkich mas.

Rozważmy więc konfigurację obszaru wokół czarnej dziury. Musi sie
ona składać z kilku warstw. Pierwszą warstwą, najbardziej zewnętrzną,
będzie przestrzeń euklidesowa, do której grawitacja czarnej dziury nie
dociera. To tylko teoretycznie, ponieważ wiemy, że grawitacja obejmuje
nieskończony obszar przestrzeni. Przyjmujemy jednak roboczo tą
pierwszą ewentualność. Drugą warstwę stanowi przestrzeń soczewkująca,
która zakrzywia tory cząstek i fotonów o pewną wartość, lecz elementy
te nadal szybują ku dalszym obszarom kosmosu. Trzecią warstwę stanowić
będzie obszar, w którym grawitacja dziury równoważy energię kinetyczną
cząstek, czy fotonów, a te nie maja innego wyboru, jak krążyć wokół
czarnej dziury. Elementy uwięzione w tej warstwie, a nadchodzące ze
wszystkich kierunków, krążą po kołowych orbitach o wszystkich
możliwych promieniach i we wszystkich zwrotach. Musi więc dochodzić do
interferencji fotonów podczas ich wędrówek na orbitach, do ich
wygaszanie lub wzmacniania. Zderzenia cząstek różnoimiennych prowadzi
zaś do anihilacji, a zderzenia cząstek równoimiennych lub obojętnych,
do ich rozpadu i powstawania cząstek potomnych, zapewne elektronów
jako końcowych produktów interakcji oraz neutrin. Zjawisk tych nie da
się zaobserwować, co jest oczywiste, lecz istnienie takiego płaszcza
energetycznego wokół czarnej dziury jest pewne i postulowane przez
kosmologów (?). Przyśrodkowa płaszczyzna tego płaszcza stanowić
będzie wewnętrzny horyzont zdarzeń.

Kolejną warstwę tworzy obszar, w którym grawitacja czarnej
dziury przeważa nad energią wszystkiego, co nadlatuje. Te elementy
wpadają do dziury i zostają tam na zawsze, przysparzając dziurze
dodatkowej masy. Masa jej będzie więc rosnąć. Z powodu wzrastającej
objętości czarnej dziury i tym samym wzrastającego ciśnienia
kinetycznego wokół dziury ( dla przypadku ziarnistej przestrzeni).
Sama zaś dziura nie może zawierać energii wewnętrznej rozmieszczonej w
jej wnętrzu, ponieważ nic się nie może dziać w jej obrębie, jako w
bryle materii, składającej się z samych neutronów, czy może kwarków,
czy kinetronów zestalonych do prawdziwego "ciała stałego" i jednej
gigantycznej "cząstki fundamentalnej". Jakakolwiek różnica w energii
wewnętrznej doprowadziłaby do szybkiego wyrównania poziomów. Energia
dziury wyraża się tylko w jej rotacji i oddziaływaniu grawitacyjnym,
(dla mojego prywatnego kosmosu wywołanym ciśnieniem ziarnistej
przestrzeni ). Rotacja ta zawierać będzie całą energię kinetyczną
wszystkich składników, przekazaną dziurze, jako całości. Powstanie też
zapewne zjawisko tarcia między dziurą, a najbliższym ziarnistym
otoczeniem, co powinno powodować kreację cząstek, absorbowanych
następnie przez samą dziurą. Dziura będzie więc też rosnąć w wyniku
oddziaływania z otaczającą, ziarnistą przestrzenią. Dziura będzie
pozbawiona jakiegokolwiek ładunku elektromagnetycznego. Wszystkie
bowiem ładunki zostaną zobojętnione do postaci neutronów lub kwarków,
których ładunki muszą się znieść. Rotacja i grawitacja zapewniają
dziurze pewną, submaksymalną entropię. W tej sytuacji dziura nie może
"parować", cząstki powstające na styku dziury i jej ziarnistego
otoczenie zostaną zepchnięte na dziurę, a jeśli jakaś wykreowana
cząstka uleci poza horyzont, to zostanie zaabsorbowana w przestrzeni
płaszcza energetycznego. Cząstki powstające na styku czarnej dziury i
otaczającej ją atmosfery kinetronowej nie mogą posiadać energii,
przewyższającej energię grawitacji.

Co jednak zastaniemy w przestrzeni poza czarną dziurą w
obszarze soczewkowania? Dla zobrazowania tego przeprowadzamy
doświadczenie myślowe. Niech ono polega na przyjęciu, że mamy układ
składający się tylko z czarnej dziury i gwiazdy dostatecznie odległej
od tej dziury. Dziura jest oświetlona przez tę gwiazdę. Promienie w
pierwszym obszarze ulatują w przestrzeń bez zakrzywienia. Promienie w
trzecim obszarze zostaną uwięziona na zawsze w strefie płaszcza
energetycznego, otulającej dziurę, ulegając interferencji, wygaszeniu
lub wzmocnieniu. Promienie z czwartej strefy zostaną pochłonięte przez
dziurę. A co z fotonami i cząstkami z drugiej strefy?

Chwila zastanowienia ujawni nam efekty tej strefy. W strefie tej
znajdą się fale i cząstki o różnej energii i o różnym rozkładzie co do
odległości radialnej. Promienie te ulegną więc ugięciu w zależności od
odległości od środka czarnej dziury i od energii cząstek. Podmioty te
zostaną więc skupione w ogniskach w odpowiedniej odległości od czarnej
dziury. Ogniska te, jeżeli założyć, że całe promieniowanie nadlatuje
płaszczyznowo z ściśle określonego kierunku w sposób prostopadły do
płaszczyzny przekroju czarnej dziury, ułożą się w jeden gigantyczny
zespół ogniskowych, nałożonych w przestrzeni jedna za drugą, radialnie
w stosunku do środka dziury. W ogniskach tych zostaną ześrodkowane
wszystkie promienie objęte drugim obszarem, nazwijmy go obszarem
soczewkowania. Przekładając tę obserwację na rzeczywistą przestrzeń
sferyczną, otrzymujemy wokół czarnej dziury obszar zespolonych
ogniskowych o charakterze gigantycznej sfery skupiających się
promieni. Po ześrodkowaniu się promieni w tej sferze i opuszczeniu
ogniskowych, promienie te rozprószą się w dalszym obszarze kosmosu,
tworząc w następstwie jednorodną sferę radialnie rozłożonego
promieniowania. Obserwacja takiej strefy ogniskowych jest nie do
przeprowadzenie, chyba że nasza Ziemia znalazłaby się w pobliżu
takiego ogniska. I być może dostrzegane przez teleskopy obiekty
uważane za obiekty leżące poza czarną dziurą, czy inną wielką masą, są
efektem obecności naszej Ziemi i teleskopu tuż poza lub tuż przed
takim ogniskiem. Dla sprawdzenie tej koncepcji, należałoby wysłać w
kosmos sondę, która spenetrowałaby dostatecznie duży obszar kosmosu w
odpowiednim oddaleniu od dziury w poszukiwaniu takiej sfery
ogniskowych.

Krótkiego omówienia wymaga jeszcze zagadnienie owego płaszcza,
czy poduszki energetycznej otaczającej czarną dziurę. Trzecia strefa
otaczająca dziurę odznacza się takim potencjałem grawitacji, (w naszym
prywatnym kosmosie generowanej przez ziarnistą przestrzeń), że
wszystkie cząstki i fotony, które przenikną do tej strefy, nie są w
stanie z niej uciec. Jeżeli mają dostateczną energię, która równoważy
grawitację czarnej dziury, to pozostaną one w tej strefie na zawsze.
Strefa ta powinna przedstawiać sobą płaszcz o podwójnych ścianach,
podwójnym horyzoncie zdarzeń. Cząstki i fotony o dużej energii obiegać
będą dziurę po zewnętrznych orbitach tej strefy, a cząstki o niższej
energii po wewnętrznych orbitach. W strefie tej dojdzie do
interferencji cząstek i fotonów nadlatujących ze wszystkich kierunków,
część cząstek ulegnie anihilacji, część rozpadowi, a te które ostaną
się, będą obiegać dziurę po kołowych orbitach w nieskończoność.
Podobnie fotony, część ulegnie wygaszeniu, część wzmocnieniu, a te
obiegać będą dziurę po swoistych orbitach, odpowiadających energii
fotonu. W strefie tej wytworzy się obszar sferycznej tęczy dla fotonów
o częstotliwościach światła widzialnego i pozostałych częstotliwości.
Czarna dziura otoczona będzie tęczą! Czarna dziura zadziała jak
pryzmat.

Cała ta strefa, którą można by nazwać śmiało strefą tęczy,
otoczona będzie podwójnym horyzontem zdarzeń, co jest oczywiste,
ponieważ ta strefa zatrzymuje wszelką informację, jaka chciałaby wejść
do lub mogłaby wyjść z dziury, w sposób warstwowy. Poniżej tej strefy
pozostanie prawdziwie pusta przestrzeń. Wszystko co przeniknie do niej
zostanie wepchnięte do czarnej dziury. Wszystkie trzy strefy tworzą
wokół czarnej dziury obszar jej wpływu, który powinien rozciągać się
na wielki obszar Kosmosu. Nie wykluczone, że takie obszary wpływu
poszczególnych czarnych dziur, szczególnie strefy soczewkowania,
nakładają się na siebie. Idąc dalej za tą myślą, można przyjąć, że w
strefie płaszcza energetycznego, czy tęczy dochodzić będzie do ujemnej
interferencji promieniowania elektromagnetycznego i wygaszania
promieniowania i co za tym idzie, wygaszanie tęczy. Po wygaszeniu
promieni pozostanie resztkowe rozwarstwienie poszczególnych długości
fal. Tęczę stanowić będą promienie obiegające dziurę do momentu ich
wygaszenia. Wszystkie zaś nadlatujące cząstki kosmiczne ulegną
anihilacji lub zostaną sprowadzone, poprzez kaskadę, po rozbiciu, do
postaci elektronów (pozytrony też ulegną anihilacji wraz z częścią
elektronów), a te będą okrążać czarną dziurę po torach zgodnych z
postulatami Pauliego(?). Powstanie więc gigantyczny atom, którego
jądrem będzie gigantyczna "cząstka fundamentalna" w postaci czarnej
dziury tyle tylko, że elektrony okrążać ją będą nie na zasadzie
oddziaływania elektromagnetycznego, lecz w wyniku oddziaływania
grawitacyjnego ziarnistej przestrzeni.

Jeszcze inna uwaga narzuca sie przy rozpatrywaniu zagęszczonej,
ziarnistej przestrzeni wokół czarnej dziury, generującej grawitację.
Fale elektromagnetyczne wpadające z odległych części Kosmosu do tej
zagęszczonej przestrzeni powinne ulegać dylatacji energetycznej, to
jest tracić na energii. Tracić, skoro uznaliśmy, że foton starzeje się
podczas wędrówki w przestrzeni ( wg Fritza Zwicky' ego). W
zagęszczonej przestrzeni wokół czarnej dziury to starzenie powinno
następować z większą intensywnością i taki foton, po wyjściu z sfery
oddziaływania czarnej dziury, powinien wykazywać większe przesunięcie
ku czerwieni. Czy da się jednak to zbadać? Należałoby mierzyć energię
fotonów nadlatujących z kierunku czarnych dziur i innych wielkich mas
na tle energii fotonów nadchodzących znad pustych obszarów kosmosu.
Być może różnice w temperaturze promieniowania reliktowego są
spowodowane oddziaływaniem ziarnistej przestrzeni wokół czarnych dziur
i innych wielkich mas na to promieniowanie. Uznaliśmy wszak
promieniowanie reliktowe jako promieniowanie powstające aktualnie " in
statu nascendi" i " in situ" w przestrzeni, a nie jako pozostałość
Wielkiego Wybuchu. Można by to sprawdzić mapując różnice temperatury
tego promieniowania na tle rozkładu czarnych dziur na mapie kosmosu.

Każda czarna dziura funkcjonuje w otoczeniu innych skupisk
materii, znajdujących się w bliższym, czy dalszym otoczeniu. Materia
tych skupisk zostaje przechwytywana przez czarną dziu
10 lipiec 2009Wielki wybuch w ziarnistej przestrzeni UP72156 [korneliusz]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Brak wiadomości. Może czas dodać własną?
Forum
·Re: "Niszczace" globalne ocieplenie
·Re: Powstał miedzynarodowy park ciemnego nieba
·Re: Przykurcz Betelgezy
·Re: Literatura rozrywkowa
·Re: ktoś przywalił w Jowisza.
·Re: Mlodziezowe Obserwatorium Astronomiczne w Niepolomicach w tarapatach
·MPLM na stałe zostanie w ISS
·Eă¨nş-iČXÚXq`ˆšYXšY\ÚÚXÚ ˆ˜YŘYŘH K
·Re: Czy kosmiczne kolonie maja sens?
·Re: "Poisk" na stanowisku